Samotny
człowiek czołgał się w stronę lasu, ręką uciskając obficie krwawiącą ranę na
brzuchu. Oddychał ciężko przez zaciśnięte zęby, widać było, że każdy kolejny
ruch sprawiał mu ból. Dopełzł do najbliższego pnia i oparł się o niego.
Spojrzał na miejsce rany, spod drżącej dłoni sączyła się brunatna krew.
Nagle usłyszał
wybuch, skierował wzrok przed siebie. Setki poległych żołnierzy leżało martwych
na szkarłatnej łące. Drugie tyle dalej było zwarte w walce. Strach, gniew,
rozpacz, ból lub żałość malowały się na twarzach walczących. Każdy z nich,
niczym marionetka, wykonywał rozkazy swoich dowódców.
Nie
miało to już większego znaczenia dla rannego wojownika. Sięgnął do swojej
torby, w drżącej dłoni trzymał fajkę i zawiniątko z tytoniem. Nagle zawartość dygoczącej
garści rozpierzchła się na ziemię. Ręka mężczyzny opadła bezwładnie, oczy
powoli się zamknęły.
– Hej,
staruszku. Pobudka!
Mężczyzna
podniósł mozolnie wzrok na postać przed nim. Ujrzał odzianego w czarną szatę osobnika.
Ten przyglądał mu się z lekkim uśmiechem.
– Masz,
to raczej twoje. Bardzo chciałeś zapalić, co?
Ujął
jego dłoń i włożył w nią fajkę z tlącym się dymkiem. Pomógł mu podnieść rękę do
ust, by żołnierz mógł wziąć bucha.
–
Dzięki... tego mi trzeba było. – Uśmiechnął się cierpko. – Ostatnia fajka przed
śmiercią.
– Masz
szczęście, że byłem obok, by pomóc ci to ziścić – rzekł nieznajomy, siadając na
powalonym drzewie.
Mężczyzna
przyjrzał się tajemniczemu towarzyszowi.
– Skądś
żeś się tu właściwie wziął, co? Nie masz munduru, więc żołdakiem nie jesteś.
Posłaniec? Nasz czy tych drugich?
– Nic z
tych rzeczy. Przypadkowy przechodzień w przypadkowym miejscu.
–
Przypadkowy, co? Usłyszałeś wrzaski i przyszedłeś popatrzeć na tę bezsensowną
bitewkę. – Zaciągnął się.
–
Bezsensowną? – spytał zdziwiony. – Czemu tak uważasz? Walczycie dla swoich państw,
nieważne, czy atakujecie, czy się bronicie, wojujecie w jakimś większym celu.
–
Większym celu? – Parsknął śmiechem. – Naiwni jesteście, synku. Nie ma tu
żadnego większego celu. Dla mnie to wszystko to przypomina chłopską burdę.
Spójrz na nich. – Skinął dłonią w stronę bitwy. – Prawie żaden nie chce tu być.
Klepią się po mordach o coś poza nimi. Biją się o coś, czego chcą ich władcy. I
po co to wszystko, powiedz mi?
– Ten,
który wygra, zyska coś. W tym przypadku zwycięzca będzie mógł przesunąć front i
przybliżyć się do wygranej – mruknął.
–
Opisujesz to, co widzisz – powiedział zrezygnowany starzec.
– A jak
inaczej można na to spojrzeć? Skoro uważasz to za bezsens, to dlaczego brałeś w
tym udział?
– Aaaa,
widzisz chłopcze, teraz gadasz. – Zaciągnął się długo, zanim wznowił. – Po co?
Powiem ci, synku, że po nic. Jestem tu, bo mi kazano. Albo na front, albo
żegnaj ziemio. Do wyboru byłem ja lub syn. On jest młody, krzepki, dlatego ja
tu jestem, by to on nie leżał tu pod drzewem.
– Czyli
poświęciłeś się dla dziecka? Szlachetnie – powiedział z podziwem.
– Żadne
szlachetnie. Rozumnie. On ma jeszcze całe życie przed sobą, utrzyma ziemię,
znajdzie kobietę, spłodzi dzieci. A ja, starzec? Swoje już zrobiłem, nie zostało
mi nic poza śmiercią. Ale zamiast umierać w łóżku przy dzieciach i wnukach, to
ginę tu samotnie. Wszystko przez to, że jakimś dwóm bałwanom nie podobała się
granica.
– Nie
masz zbyt dobrego zdania o władzy, co? Nie sądzisz jednak, że to służy czemuś?
– Wątpię
synku, wątpię – odparł zamyślony. – Za jakiś czas znowu będzie wojna o teren,
znowu będzie nowa granica. I na co to komu? A ci wszyscy tu zgromadzeni?
Przeminą. Nikt nie będzie ich pamiętał. Nie znajdą się na kartach historii,
pamiętać o nich będą tylko bliscy. – Urwał na kolejnego bucha. – Ale też nie
będą pamiętani długo, dwa, trzy pokolenia, a potem też ich zapomną. O
kapitanach, generałach czy królach też nie będą pamiętać dłużej. Nie ma
znaczenia, czyje nazwisko znajdzie się na kartach dziejów. Każdy z nich padnie
niczym mucha, a ich ciała zmienią się w proch.
– Czyli
twoim zdaniem po co to wszystko wciąż się dzieje? – spytał zagubiony.
– Sam
nie wiem... – Wzruszył ramionami. – Chcą sławy, pieniędzy, ziemi. Nie zdają
sobie sprawy, że to też przeminie. Sława zniknie, pieniądze stracą wartość, a
ziemia przestanie dawać życie. Walczą dla momentu, dla własnej korzyści,
przyjemności. Myślą, że jak coś tu osiągną, to po śmierci kimś będą. Jakby to
się liczyło po drugiej stronie.
–
Ciekawy z ciebie człek, staruszku. – Zaśmiał się nieznajomy. – Masz jakieś
ciekawe historie?
– Wątpię,
żeby życie prostego chłopa było ciekawe. Chyba, że chcesz słuchać o sianiu pola
czy goleniu owiec. – Uśmiechnął się szeroko.
–
Rzeczywiście niezbyt ciekawe tematy. Ja mam trochę historyjek o innych
ludziach. Jeśli chcesz posłuchać, to możemy się przejść. Niedaleko jest wzgórze
z pięknym widokiem na dolinę z rzeką.
– Nie
brzmi źle. I tak nie mam nic lepszego do roboty zanim skonam.
Nieznajomy
podszedł do starca, pomógł mu wstać i wsparł go ramieniem, by ten nie upadł.
Udali się głębiej w las, a tajemniczy towarzysz począł opowiadać mu historię o
pewnej dziewce, która była barmanką.
Żołnierz
obejrzał się przez ramię. Patrzył na oddalającą się łąkę, gdzie żołdacy
walczyli między sobą. Jego uwagę przykuło jednak coś innego. Samotne ciało
oparte o pień, a obok niego leżąca fajka z zawiniątkiem.
Starzec
uśmiechnął się lekko. Wsłuchał się w historyjkę obcego, podążając we wskazanym mu
kierunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz